Krem z pieczonego selera i czosnku

IMG_2080

Kolejne warzywo z cyklu „ulubieńcy dzieci i dorosłych”. Po darzonych przez niektórych nienawiścią szpinaku i brukselce czas na… króla tego podium, na pana selera korzeniowego, tę ostrą w smaku i zapachu brzydką bulwę, którą większość stosuje jedynie jako składnik włoszczyzny do zupy. To duży błąd: seler jest tani, szeroko dostępny, zdrowy, i tym przepisem postaram się państwu udowodnić, że bywa również bardzo smaczny. Po upieczeniu staje się jeszcze bardziej skoncentrowany ale też słodki, po zmiksowaniu aksamitny. Zderzę go w tym daniu z inną smakową petardą, która po upieczeniu także całkowicie zmienia swój charakter. 

Składniki (na 3-4 porcje):

  • 2 bulwy selera (w sumie ok. 1kg przed obraniem)
  • duża główka czosnku
  • 1 kwaśne jabłko (np. szara reneta)
  • 800 – 900 ml bulionu warzywnego
  • duża gałązka rozmarynu
  • 2 łyżki mleka (krowie lub ryżowe/migdałowe)
  • łyżka miodu ( lub syropu klonowego)
  • sól, pieprz
  • oliwa

Selery myjemy, obieramy porządnie, grubo, zależy nam wyłącznie na jasnym wnętrzu, bez resztek korzeni. Kroimy w dużą kostkę, obtaczamy w oliwie, soli i drobno posiekanym rozmarynie, wstawiamy do pieca nagrzanego do 180°.

Bulwy pieczemy do miękkości, gdy zaś będą al dente dodajemy obrane, przekrojone na pół i wydrążone jabłko, oraz także przeciętą na pół (w poprzek, będzie łatwiej wyciskać ząbki) główkę czosnku. Co jakieś 10 minut kontrolnie zerkamy, dziugamy widelcem sprawdzając miękkość i uważamy żeby nie spalić czosnku (jeśli upiecze się wcześniej wyjmijmy go), bo będzie gorzki i niedobry. Cały proces trwa ok 60-90 minut, w zależności od rozmiaru selerowej kostki.

Do garnka przekładamy jabłko i selery, wyciskamy z łupinek kremowy czosnek i miksujemy dolewając stopniowo warzywny bulion. To ma być krem a nie danie w słoiku dla niemowlaka, więc ja zużyłam prawie litr bulionu (seler jest zadziwiająco chłonny) aby uzyskać pożądaną konsystencję. Jeśli lubicie zupę o konsystencji „łyżka stoi”, to zużyjecie mniej płynu.

Zagotowujemy zupę, zmniejszamy ogień do minimum i doprawiamy porządną dawką soli, mniejszą pieprzu oraz miodem. Miodu używamy z wyczuciem, robimy zupę, nie deser, więc zaczynamy od łyżeczki, mieszamy, próbujemy i dodajemy do momentu wyczuwalnego w smaku przełamania selerowej goryczki miodową nutą, bez wrażenia ewidentnej słodyczy. Miód ma intrygować jedzącego: skąd ta ciekawa, słodkawa nuta? Na sam koniec dolewamy mleka krowiego, w wersji wegańskiej zaś migdałowego lub ryżowego, kokosowe ani owsiane nie będzie pasować, a sojowego szczerze nie znoszę, więc nigdy nie polecam :)

IMG_2088

Podaję zupę z grzankami z razowego chleba i smakowym olejem. Kto szuka mocnych wrażeń niech użyje oliwy truflowej, dla mnie, do tej dość mocnej zupy jest ona zbyt konkurencyjnym smakiem, w mojej porcji zdecydowałam się na olej pistacjowy, ale śmiało możecie polać po wierzchu delikatną oliwą extra virgin.

IMG_2080

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *