Jedzenie w czasach zarazy

IMG_0870

Nie jestem guru ani ekspertem odnośnie zaopatrzenia kryzysowego…z drugiej strony…uważam się za istotę całkiem dobrze gospodarującą zapasami, zawsze gotową na niespodziewanych gości i nie marnującą jedzenia. W tym dziwnym okresie rzecz przecież w tym, żeby nie tylko zgromadzić nieprzebrane zapasy białej taśmy i makaronu z owadziego dyskontu – rzecz w tym także, żeby się zaopatrzyć, ale z głową. Prezentuję zatem poniżej subiektywny poradnik: co mieć w chłodni i spiżarni na czas zarazy.

Nasza wymuszona kwarantanna, ze spożywczego punktu widzenia przypomina trochę wyjazd na camping lub długi weekend – najpierw zjadamy najszybciej się psujące produkty, grillujemy, gotujemy najbardziej wymyślne potrawy…a pod koniec wcinamy puszki i chińskie zupki, finalnie zaś cieszymy się, bo znaleźliśmy zabłąkaną paczkę chipsów lub czekoladę.

Mamy przymusowy home piknik – wpadamy zatem do supermarketu, łapiemy za papier – co dalej?

Nasze zaopatrzenie powinno być zależne od posiadanej przestrzeni magazynowej danego rodzaju, czyli od wielkości lodówki, zamrażarki…i pomieszczenia, w którym trzymamy rzeczy w temperaturze pokojowej. Siłą rzeczy to ostatnie możemy prawie w nieograniczony sposób powiększyć…dwa pierwsze, nie bardzo. Jak mądrze wypełnić przestrzenie chłodnicze?

Co warto mieć w lodówce?

  • jogurty, śmietany, serki do smarowania – szukajcie możliwie długiej daty przydatności do spożycia
  • paczkowane wędliny i sery żółte – tym razem proponuję raczej więcej i mniejszych opakowań.
  • jajka – owszem, nie trzeba ich trzymać w lodówce, ale tam dłużej pożyją – proponuję podzielić je na dwie grupy i najpierw zjadać te magazynowane w temperaturze pokojowej.
  • świeże owoce i warzywa – kupcie i w pierwszej kolejności zjadajcie na bieżąco…póki są.
  • mięso i ryby, znów, nie na wagę i nie pakowane na tacki w sklepie, wybierajcie próżniowe opakowania producenta – mają dłuższą datę przydatności.
  • hermetycznie pakowane tofu – długo pożyje, zapewni białko

Czym nie warto lodówki zapychać?

  • mlekiem „świeżym” – owszem, jest smaczniejsze, ale UHT w kartonie w lodówce być nie musi i zamknięte przetrwa pół roku.
  • sokami jednodniowymi – wiadomo, zdrowsze i smaczniejsze, ale wybierajmy raczej te pasteryzowane, które w chłodzie stać nie muszą.
  • produktami na wagę – oliwki, nadziewane papryczki, hummus, pasztety, wędliny czy sery w plastrach – jeśli mamy, zjadamy je od razu – nie kupujemy tego typu produktów – szkoda miejsca.
  • masłem – kupcie duży pojemnik klarowanego – nie wymaga warunków chłodniczych, masło zwykłe trzymajcie raczej w zamrażarce, podzielone na mniejsze porcje.
  • chlebem – chleba nigdy nie trzymamy w lodówce, bo dużo szybciej się psuje. Zostawiony na blacie, owinięty w ścierkę owszem, za kilka dni będzie czerstwy, ale ten z lodówki będzie spleśniały.

Jakie produkty z lodówki można zamrażać?

  • wspomniane powyżej masło – zmiksujcie część z nadwyżką ziół i czosnku, posólcie, podzielcie na porcje…już macie coś, co uczyni kryzysowy ryż czy kaszę ciekawszymi.
  • twarde, żółte sery – świetnie się mrożą, bez większej straty dla smaku.
  • zioła – umyte, osuszone, posiekane – łatwy sposób na doprawienie.
  • kiełbasy – możecie mrozić całe pęta, lub upychać po zamrażarce woreczki z małymi porcjami, pokrojonymi na zgrabne kawałki – dorzucamy zawartość woreczka pod koniec gotowania kaszy – mamy bardziej sycący posiłek.
  • pieczone mięsa, pasztety, farsze.
  • parówki…czy mięsne czy sojowe, jeśli macie dzieci, sami wiecie, że to pozycja obowiązkowa

No właśnie…zamrażarka – kluczowe, lecz na ogół najmniejsze z dostępnych pomieszczeń magazynowych. Jasne, można kupić 20 pudełek mrożonej pizzy – nie twierdzę, że to totalnie zły pomysł, ale zamrażarkę trzeba wykorzystać co do milimetra sześciennego…więc kwadratowe pudła wcale nie są takie super.

Jak efektywnie upakować zamrażarkę?

  • wszelkie papierowe pudła i plastikowe pojemniki – na codzień są wygodne, ale kradną bezcenne miejsce. W opcji zaopatrzenia kryzysowego się nie sprawdzą. Wyjmijcie pizze z pudła, upakujcie je zapakowane tylko w folię, jedną na drugiej. Paluszki rybne, sajgonki, falafele – do torebki strunowej, w mniejszych porcjach – będą dobrymi, drobnymi „zapychaczami przestrzeni”.
  • Warzywa, w miarę możliwości kupujcie w płaskich paczkach – szpinak, buraki – paczka ma kilka milimetrów grubości – o to nam chodzi.
  • Jeśli mrozicie własne wyroby (buliony, sosy itp.) także torebka strunowa, spłaszczamy, podpisujemy markerem. Składujemy jedne na drugich.
  • mięso mielone (dobry produkt) też warto przepakować w płaskie strunówki, bo plus makaron i sos ze słoika…może nie gwiazdka Michelin, ale sycący posiłek.

Czym nie warto zamrażarki zapychać?

  • lodem, niby oczywiste, ale miejsce rynienek na kostki lub samą kostkarkę można wypełnić jedzeniem.
  • gotowymi daniami „na patelnię” z ryżem czy makaronem – kupcie same warzywa/warzywa z mięsem/rybą – makaron czy ryż w formie suchej przygotujcie oddzielnie – jedna paczka mrożonki, uzupełniona ugotowanym na świeżo dodatkiem skrobiowym wystarczy na więcej posiłków.
  • gotowymi daniami typu „makaron z sosem”, gdyż patrz wyżej – sos może być ze słoika, makaron/ryż przygotowujemy na świeżo.
  • mrożonymi owocami – zajmują sporo miejsca, a ananas z puszki czy wiśnie w syropie ze słoika też zdadzą egzamin. Istnieją też powidła i dżemy, i istnieją świetnie bez warunków chłodniczych (oczywiście do momentu otwarcia).
  • lodami bo to produkt o dużej zawartości wody, zajmujący dużo miejsca.
  • pyzami i pierogami – duża objętość, kiepski smak i mało farszu
  • chlebem – nie kupujcie 20 bochenków, kupcie dwa, krojone, podzielcie na porcje po kilka kromek, upakujcie w wolne przestrzenie.

W końcu przychodzi czas na spiżarnię, i zanim przejdę do mojej listy faworytów, pragnę przypomnieć różnicę między dwoma terminami: należy spożyć do i najlepiej spożyć przed. Pierwszy oznacza, że w przypadku spożycia po nadrukowanej dacie możemy się zatruć, drugi zaś, że produkt może nie zachować 100% wartości odżywczych i smakowych.

IMG_0863

Czym  zatem upakować spiżarnię?

  • produkty suche, czyli makarony, kasze, ryże, mąki – nie popsują się, nawet 2-3 lata po dacie „najlepiej do” wciąż będą ok. Tak, w tym szaleństwie jest metoda.
  • przetwory pomidorowe – pomidory w puszce, koncentraty, przeciery w butelkach, suszone pomidory w oleju, pesto…w końcu mamy potężny zapas makaronu, nie?
  • warzywa w puszkach – kukurydze, przede wszystkim. Nie znoszę groszku i fasolki szparagowej z puszki…ale to też dobry pomysł – długa data ważności i nie zajmujemy zamrażarki wersją mrożoną. Kolejne na licie są wszelkie strączki, które gotują się długo, więc ciecierzyce, fasole białe i czerwone. Soczewicę kupcie w wersji suchej.
  • puszkowane owoce – nie tylko ananas się sprawdzi. Brzoskwinie, maliny w syropie – dodajecie mleko, blendujecie i jest deser albo poranne smothie? Jest.
  • płatki – owsiane, kukurydziane, obleśne czekoladowe bobki dla dzieci – płatki się nie psują, są suche i kaloryczne (łatwe, zapychające cukrem śniadanie).
  • sosy w słoikach – powiedziałabym: zróbcie przetwory i zapasteryzujcie…ale wiemy jak jest – sos słodko kwaśny czy inny, gotowy butter chicken to rozsądna propozycja. Producent wie, jak zakonserwować, żeby nie było niespodzianek.
  • oleje – weźcie pod uwagę, że te tłoczone na zimno psują się szybko (są dobre max. 6 miesięcy, na ogół krócej) – potrzebujemy oliwy i oleju, de facto.
  • sól i przyprawy – łatwo przeoczyć ten punkt a potem płakać, że nieosolony makaron jest paskudny, i że kurde, czemu nie ma cukru ani pieprzu? Ten ryż z masłem i mrożonym groszkiem też byłby lepszy z odrobiną mieszanki curry, prawda?
  • octy i warzywa w occie oraz produkty kiszone – dużo smaku i wieczna trwałość. Próżniowo pakowane kimchi tak samo dobre jak grzybki od babci!
  • kostki rosołowe i suszone grzyby…na co dzień hejtuję te pierwsze, bo tłuszcz palmowy, glutaminian i morze soli – ale wrzątek, kostka i mrożone warzywa = kryzysowa zupa, prawda?
  • mleka – te pasteryzowane krowie, te roślinne (ryżowe, sojowe, kokosowe) – nie tylko na śniadanie, przydadzą się też do gotowania. Pomyślcie też o śmietanach w kartonikach, pod kątem sosów i deserów.
  • konserwy – żelazna rezerwa piknikowa, sprawdzi się też podczas odosobnienia. Pamiętajcie tylko, że „najlepiej spożyć przed” w przypadku tuńczyków, mielonek tyrolskich, pasztetów i szprotów może mieć swoje granice. Pachnie dziwnie po otwarciu? Nie jemy – jad kiełbasiany pakujemy tylko w zmarszczki (opcjonalnie).
  • zupy w workach foliowych i w proszku – na ogół świństwo, którego unikamy, w tych okolicznościach warte rozważenia
  • pieczywo trwałe – wafle ryżowe, kukurydziane, wszelkie pieczywa chrupkie (tzw. tektury i styropiany). Jeśli nie chcecie tylko chrupać, postawcie na pumpernikiel, tortille, pity, fabrycznie pakowane w atmosferze modyfikowanej półprodukty „do odpieku”. Wasze świeże pieczywo z dyskontu to i tak właśnie takie odpiekańce – nie latajcie codziennie po bułki.
  • suche wyroby mięsne – wszelkie kabanosy i kiełbasy, które nie muszą być w lodówce – 4 słowa: tłuszcz, kalorie, białko, smak

IMG_0870

Czym nie warto zapychać spiżarni?

  • produktami pakowanymi z mnóstwem powietrza – chipsy, gotowy popcorn – jeśli macie pod domem bunkier na czas apokalipsy to ok, jeśli nie, to kupcie kukurydzę w ziarnach, do samodzielnego uprażenia, a chipsy są kurna niezdrowe, tak?
  • słodyczami – jasne, kilka czekolad, paczek herbatników, rezerwowych batonów i wafelków warto mieć, ale siedzimy w domu, mniej się ruszamy – może to dobry moment na rozbrat z cukrem, lub chociaż jego ograniczenie? Nie będzie w spiżarni, nie będzie kusić.
  • butelkowaną wodą…tu się wiele osób może oburzyć, ale póki nie ma dramatu, póki działają takie instytucje jak wodociągi i oczyszczalnie – kranówka (póki trzyma standard) jest naprawdę ok. Po wodę, moim skromnym zdaniem, lecimy na końcu. Jeśli macie miejsce, kupcie kilka baniaków, na wszelki wypadek.

Macie balkon lub piwnicę? Kupcie worek piachu, serio. Zakopcie w piachu ziemniaki, wszelkie bulwiaste warzywa – wydłużycie im życie o kilka dobrych tygodni. Cebulę, czosnek, jabłka trzymajcie w ciemnym, suchym i chłodnym miejscu (piwnica wilgotna odpada). Cebule pakowane w starą pończochę z oczkiem? Durne DYI? Nie, to działa, naprawdę działa.

Na koniec mały apel: czytajcie Czocha i gotujcie…czyż to nie cudowny czas na kulinarne momenty z rodziną? Na wydobycie ukrytej, pasji do gotowania…12 najlepszych przepisów na małżonka i dzieci z patelni…już wkrótce. Myjcie ręce, trzymajcie dystans i trzymajcie się…zdezynfekowanych powierzchni 😉 #staythefuckhomeandcook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *