Zupa z pieczonej dyni z rozmarynem

IMG_4403

Jeden z lepszych smaków jesieni i zimy, w sam raz na przeczekanie do pojawienia się wiosennych nowalijek. Zupa aksamitna, słodkawa, nieomal jak deser, ale też bardzo aromatyczna, z leśną, mocną nutą rozmarynu i jałowca. Wegańska, lekka, do tego banalna jak mało która, zaś absoltunie najlepsze jest w niej to, że robi się właściwie sama, w piekarniku.  Jeśli ktoś nie jest do dyni w pełni przekonany, powinien zacząć od tego przepisu…nawet jeśli do czosnku też nie jest do końca przekonany. Rozgrzewający, wściekle pomarańczowy krem pozwala w dobrym humorze doczekać do pogody lepszej, i równie słonecznej jak on.

Składniki (na 2 porcje):

  • 350g miąższu z dyni (czyli jakieś 4 solidne plastry)
  • 500-600ml bulionu warzywnego
  • 5-6 ząbków czosnku
  • 3 gałązki rozmarynu
  • 3 ziarna jałowca
  • 1/2 łyżeczki octu jabłkowego lub soku z cytryny
  • sól, pieprz
  • oliwa

Tak: tylko tyle składników, tak: aż tyle czosnku. Zaufajcie mi…będzie dobrze. Zachodu z daniem niewiele…choć są dwie pułapki po drodze. Jak nie spieprzyć i delektować się super łatwą, jesienną zupą – zaraz wam Czoch wyjawi.

Zaczynamy od rozgrzania pieca do 180° (grzanie góra – dół). Dynię kroimy na plastry, wyciągamy pestki ale zostawiamy skórę (po co się jej odcinaniem przemęczać). Do miseczki wlewamy ok. 2 łyżeczek oliwy i dodajemy doń sporo soli i pieprzu oraz posiekane razem dość drobno: 1 ząbek czosnku i listki z jednej gałązki rozmarynu.

Marynatą smarujemy dynię po wierzchu, wywalamy  na kratkę i do pieca na 20-40 minut (zależy jak duże i grube plastry ukroiliśmy). Dynia ma być lekko zrumieniona, całkowicie miękka, ze skórką odchodzącą właściwie samoczynnie lub przy lekkim pociągnięciu. To była pułapka numer 1: sztuką jest nie zjarać dyni a pozwolić jej się upiec na miękko. Teraz czas na element jeszcze ważniejszy: czosnek.

IMG_1109

Zostały nam 4 duże ząbki – szaleństwo jakieś, przecież to będzie czosnkowa petarda! Nie będzie, jeśli czosnek udusimy w oliwie, z rozmarynem i jałowcem. Obrany czosnek kroimy w dość grube plasterki, dodajemy doń 2  gałązki rozmarynu, 3 lekko zgniecione ziarna jałowca i powolutku, tak długo jak piecze się dynia, na maleńkim ogniu, dusimy na oliwie. Czosnek ma stać się miękki, leciutko złotawy, rozmaryn zaś szklisty. Możecie dusić czosnek w garnku, można go też upiec z dodatkami w mini kokilce (np. takiej do sufletu) razem z dynią – ważne aby był zalany oliwą.

Pułapka numer 2: czosnku nie można przeciągnąć nawet o minutę, jeśli jest mocno brązowy lub gdzieniegdzie czarny to do kosza i dusimy nowy. Naprawdę lepiej wywalić czosnek i zrobić go raz jeszcze, niż zepsuć zupę gorzkim posmakiem spalenizny. Jeśli czosnek jest już dobry zestawiamy garnek z ognia (szczególnie jeśli gotujemy na kuchence elektrycznej, która trzyma temperaturę). Dynia z piekarnika na deskę, pociągamy za skórę na każdym kawałku i zgrabnym ruchem usuwamy po kolei (jak ktoś nie ma azbestowych palców niech da dyni chwilę ostygnąć).

Z czosnkowej oliwy wyławiamy jałowce (już spełniły swoją rolę) i rozmaryn. Do czosnku z oliwą wrzucamy dynię, zaś z odłowionego rozmarynu odkruszamy same chrupiące listki (bez łodyżek). Miksujemy na gładko dodając stopniowo bulion. Doprawiamy solą i pieprzem, dolewamy odrobinę delikatnego octu, dla przełamania słodyczy.

Podajemy na przykład z grzankami. Proste? Proste jak konstrukcja cepa! Kto dąży do większego wyrafinowania i czuje się banalnością dania zawiedziony, może podać zupę z prażonymi pestkami dyni, skropioną po wierzchu tłoczonym na zimno olejem z pestek dyni (uzyska takie ładne, ciemne krople jak na foto poniżej).

IMG_4403

 

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *