Pasztet z dzika

Pasztet z dzika

No kiedy sobie pozwolić na tak dekadenckie danie jak nie w święta! To jest iście „świński” pasztet, bo poza wieprzowiną (tą dziką i hodowlaną) nie dodawałam żadnego innego mięsa. Dziczyzna, jałowiec, rozmaryn i gałka muszkatołowa…czysty odlot bez dopalaczy, choć oczywiście przy takim konkretnym posiłku aż się prosi o kieliszek czegoś mocniejszego 😉

Przepisów na pasztet z dzika przejrzałam chyba ze 30…w końcu trafiłam na tego bloga: http://wyrobydomowe.blox.pl/2011/12/Pasztet-z-dzika.html i choć oczywiście wprowadziłam do przepisu zmiany (tak mam, jak sami wiecie) to po lekturze różnych wpisów tam zamieszczonych mam zamiar namówić rodziców aby postawili sobie w ogrodzie wędzarnię :) Jak ktoś lubi dziczyznę i zabawę w domowe wędliny to stronę polecam, bardzo fachowa. Wróćmy jednak do naszej gwiazdy…

Składniki (na 2 foremki aluminiowe, jednorazowe):

  • 1kg karkówki z dzika
  • 500g podgardla wieprzowego (lub z dzika, jak się uda trafić)
  • 300g wątróbki wieprzowej (j.w.)
  • 3 marchewki
  • 1 pietruszka
  • 1 duża cebula
  • ok 10cm kawałek pora (biała część)
  • 4 jajka
  • 4-6 łyżek bułki tartej
  • 10 jagód jałowca
  • 2 ziela angielskie
  • 2 liście laurowe
  • gałązka rozmarynu
  • gałka muszkatołowa (koniecznie świeżo starta)
  • sól, pieprz (czarny, świeżo mielony)
  • 30ml brandy (a jeszcze lepsza by była jałowcówka)

Mięso kroimy w dużą kostkę, obrane warzywa na grube talarki/kostkę. Mocno rozgrzewamy patelnię i wrzucamy partiami podgardle i dzika – ostry ogień, tylko obsmażamy. Obsmażone kawałki wrzucamy do garnka. Gdy już całe mięso poddamy obróbce termicznej odlewamy (ale nie wyrzucamy) większość tłuszczu z patelni i wrzucamy wątróbkę. Po dosłownie minucie podlewamy brandy i podpalamy. Można ten krok pominąć ale wiecie jak uwielbiam flambirować…to takie efektowne i tylko trochę efekciarskie 😉 Wypalona wątróbka do gara, na patelni lądują warzywa, po kilku minutach dołączają do mięsa. Podlewamy całość mniej więcej szklanką wody, dorzucamy świeży rozmaryn, jałowiec i liście laurowe, przykrywamy i dusimy do miękkości na małym ogniu, mieszając kilka razy w trakcie. Odcedzamy, studzimy i wszystko co nie jest liściem laurowym, zielem angielskim, jałowcem i łodygą rozmarynu mielimy dwukrotnie w maszynce. Doprawiamy solą, pieprzem i gałką – doprawiamy  „za bardzo” bo jajka i bułka złagodzą smak. Łączymy masę ze wspomnianymi jajkami i bułką – konsystencja powinna być gęsta ale mazista i wilgotna. Przekładamy do foremek (niczym ich nie smaruję ale jeśli używacie metalowych to tłuszcz i bułka tarta/papier do pieczenia wskazane) i pieczemy 60-70 minut w 180° (grzanie góra dół). Po upieczeniu uchylamy piekarnik i dajemy pasztetowi naturalnie wystygnąć. Tak wiem…trudno się opanować przed spróbowaniem ale nie wyciągamy pasztetu z formy i nie kroimy dopóki całkowicie nie wystygnie.

Z bulionu, który nam pozostał można zrobić genialny sos pieczeniowy. Przelewam do pojemnika i zamrażam, tłuszcz ze smażenia w słoik i do lodówki. Powiem tak: ten pasztet jest bardzo dobry, króluje u Czocha na Wielkanoc ale ten z dzika jest po prostu zajebisty, tak właśnie, zajebisty i innego słowa użyć nie zamierzam.

Pasztet z dzika

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *