O kulinarnych modach, tolerancji i hejcie

Skąd taki temat na moim blogu? Uważam, że kulinarna wojna na „izmy” zaczęła przypominać tę pomiędzy wierzącymi i ateistami, że w dobie internetu, gdzie mamy wszystko przez googla na tacy podane, zamiast dokonywać selekcji tzw. kontentu (pod kątem tego, co nam odpowiada) coraz częściej skupiamy się na antagon”izmach”. Parafrazując rodzimych polityków: odnoszę wrażenie, że w kulinarnym świecie też mamy do czynienia z „mową nienawiści”….dlaczego i po jasną cholerę? O tym z grubsza będzie ten wpis.

Wiadomo, żeby blog był modny i „chwycił” trzeba koniecznie sprecyzować swój profil: bez mięsa, bez glutenu, bez produktów odzwierzęcych, tylko wypieki albo tylko bez smażenia. Poniekąd rozumiem – coraz więcej osób przez alergie, choroby, światopogląd ma specyficzne potrzeby żywieniowe. Blogi „tematyczne” są potrzebne, mogą pomóc wielu osobom odnaleźć się w nowej (np. dopiero co zdiagnozowanej przez lekarza, przekreślającej dotychczasową dietę) żywieniowej rzeczywistości ale zastanawia mnie dlaczego jeśli ktoś obrał jakąś żywieniową ścieżkę koniecznie musi nawracać i hejtować (chyba można już pełnoprawnie używać tego czasownika) wszystko co odmienne. Nie wiem jak was ale mnie irytują tego typu grafiki:

 źródło:http://www.quickmeme.com/meme/3p061u źródlo: http://veganrabbit.com/2013/04/01/i-quit-being-vegan/

Ok, ktoś nie jada mięsa – śmiejemy się z niego? Ktoś jada mięso…to od razu jest trupojadem, padlinożercą i mordercą (oraz nie ma serca + jest hipokrytą co ma kota a zjada krowę)? Ludzie, opanujcie się, tak jak nie lubicie książek danego gatunku (więc po nie nie sięgacie) tak samo możecie pomijać dział mięsny na „wszystkożernych” blogach lub szukając pomysłu na wegetariański obiad powstrzymać się od komentarzy: ja bym tu boczku dodał i będzie super. W kuchni chyba chodzi o natchnienie, iskrę i inspirację a nie o dyskusję o tym, czy ktoś jest obrzydliwy…bo wybiera nabiał (od którego dorośli pierdzą, puchną oraz umierają…przepraszam ale takie opinie też czytałam). Dla mnie większość wypieków ma takie stężenie cukru, które czyni je niejadalnymi i co? Komentuję na „wypiekowych” blogach: ludzie, cukier to zguba, cukrzyca oraz pewny zgon, macie narąbane w łebkach, że lubicie słodkie?

Szanuję wegan i wegetarian, rozumiem kiepską sytuację kochających klasyczne kluchy, świeżo zdiagnozowanych bezglutenowców, miłośników mleka i sera, którym wyszła w testach alergicznych ostra nietolerancja laktozy – żyjmy, gotujmy i dajmy żyć innym. Inne, nie moje nie znaczy gorsze. Więcej tolerancji „w internetach” poproszę!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *